Tuż przed dniem, kiedy po raz pierwszy wzięłam na ręce Oliwkę i popatrzyłyśmy sobie głęboko w oczy, zaprzysięgłam się, że cokolwiek by się w naszym życiu nie wydarzyło - nigdy nie podniosę ręki na swoje dziecko.
Mijały dni, tygodnie, lata... Oli rosła, nabywała nowych umiejętności - umówmy się, niektóre nie nadawały się do zaakceptowania. Wkrótce potem zaczął się bunt. Jej - kiedy płakała, tarzała się po podłodze, wystawiała mi język i krzyczała prosto w środek ucha, co bym tylko dobrze zrozumiała przekaz. I mój - kiedy zaczynałam już szaleć od nadmiaru niewygodnych dźwięków, przyznawałam, że mam dość, że to wszystko mnie męczy, zdarzało się, że płakałam razem z Nią. Można by rzec, że nic się nie zmienia. Nic poza tym, że tylko nasila się to z wiekiem. Co więc robić? Po której stronie stanąć? Jaką strategię obrać, bo na jakąś w końcu trzeba się zdecydować. Jedno jest pewne - w tym miejscu stanęła lub stanie kiedyś każda matka. Wczoraj, dzisiaj i jutro. To, że tego nie przeskoczymy, ani, że nas to nie ominie - jest pewne jeszcze bardziej.
Wiele zmieniło się w moim życiu, we mnie samej, w sposobie w jakim postępuje, zmieniłam zasady którymi się kieruje. Jednym słowem zmieniło się wszystko. No, prawie wszystko. Nie zmieniła się tylko ta zasada, w którą wierzyłam głęboko od samego początku - kocham i nie daję klapsów.
- Nigdy nie zapomnę jak kiedyś przyprowadziłam Cię z przedszkola. Położyłaś się na łóżku i wyłaś w wniebogłosy. Krzyczałaś: chcę mieć brata! Dlaczego ja nie mam brata? A ja po prostu nie wytrzymałam, podeszłam do Ciebie i strzeliłam Ci klapa w tyłek. Byłaś tak zaskoczona, że przestałaś płakać - usłyszałam to od swojej mamy przy okazji ostatniej rozmówki przy herbatce. Nie pamiętam tej sytuacji, ale sam fakt sprzedania klapsa zupełnie mnie nie zaskoczył. Pamiętam, że dostałam kilka razy. Bo robiłam w sklepie wojnę o kolejną Kinder Niespodziankę, bo nie powiedziałam sąsiadowi 'dzień dobry', bo się stawiałam i nie byłam posłuszna.
Posłałam Jej wówczas wymowne spojrzenie, na co spuentowała:
- No ale co? Przecież nie byłaś bita dostałaś tylko kilka klapsów!
Coraz częściej dostrzegam w naszym społeczeństwie tendencję do upraszczania, może trochę usprawiedliwiania siebie, tendencję do mylenia pojęć, a właściwie dziwnego przyporządkowywania ich do grup, w których nie powinny się znajdować.
Pamiętacie kiedy w szkole podstawowej ćwiczyliśmy zbiory na jabłuszkach i gruszkach? Czy w Waszej grupie BICIE znalazłoby się miejsce na słowo KLAPS?
Jestem zwolenniczką nazywania rzeczy po imieniu - klaps to uderzenie, uderzenie to bicie. Szkoda, że dla wielu ludzi nie tylko tej starszej daty bicie kojarzy się już tylko z MALTRETOWANIEM, a klaps jest jedną z metod wychowawczych mających za zadanie pokazanie dziecku właściwego miejsca.
Ktoś z mojej rodziny tłukł własne dziecko. Nie używam już nawet słowa bił - ściągał gruby pas i najzwyczajniej w świecie tłukł gdzie popadnie. Nigdy nie zapomnę dźwięku zasuwających się drzwi i głośnego płaczu dziecka. Siedziałam po drugiej stronie tych samych drzwi i płakałam razem z nim. Z bezradności dostawałam szału.
Dwadzieścia kilka lat temu takie zachowania były normą. Smutną normą, której ja już jako kilkuletnie dziecko nie mogłam pojąć. Gdzie jest mądrość? Gdzie cierpliwość? Gdzie respektowanie praw człowieka? Ustąpiły miejsca wielkiej porażce rodzicielskiej.
Statystyki przerażają. Z sondy polskiego radia Jedynka wynika, iż 70% Polaków stosuje przemoc wobec swoich dzieci. Dla tych, którzy wciąż przyporządkowują klapsy do grupy metod wychowawczych - bicie dzieci w Polsce jest zabronione prawem. Słabo respektowanym jak widać, ale głęboko wierzę, że to się zmieni. Że społeczeństwo zacznie reagować - tu i teraz, nie wtedy kiedy mleko się rozleje, a w kolejnej rodzinie wydarzy wielka tragedia.

Oj ja też pamiętam jak kuzynka pasem obrywała.. a gdy jeszcze nie płakała tylko się śmiała to jeszcze bardziej :| Też dostałam po dupie :D
OdpowiedzUsuńBędąc w ciąży zastrzegałam się że NIGDY przenigdy córka nie dostanie po tyłku... No ale nie da się przewidzieć wszystkiego i niestety ze 3 razy dostała po pupie :/ Tylko ogarnęłam się szybko i stwierdziłam że nie tędy droga i to nic nie da a będzie gorzej.. Nie uważam się za złą mamę.. A człowiek jak widać uczy się na błędach !
Ja kiedyś wybrałam się z Oliwią do Cubusa i była tak nieznośna, że nie mogłam Jej ogarnąć. Wpadła do sklepu jak tajfun i biegnąc ściągała za sobą wszystkie ciuchy z półek, robiąc pobojowisko. I wtedy dostała po rękach dość mocno. Zamiast się uspokoić zaczęła się śmiać. To była moja porażka i mimo, że też nie uważam się za złą mamę to jakoś nie mogę sobie wybaczyć tego, że puściły mi wtedy nerwy. A ile jeszcze przed nami - strach się bać. :)
UsuńMnie na szczęście nigdy ten problem nie dotyczył i nie dotyczy moich dzieci. Ja sama w Polsce nie byłam nigdy światkiem takiej sytuacji. Natomiast gdy mieszkałam w Hiszpanii, spotkałam się z czymś innym. Kto był w Hiszpanii wie, że dużą część kraju zamieszkują rumuni. Nie są to ludzie jakich my znamy czyli żebracy a normalni ludzie którzy tam pracują, uczą się, ich dzieci chodzą do szkoły, niektórzy mówią tak dobrze po hiszpańsku że ciężko ich odróżnić od hiszpanów. Wyobraźcie sobie że oni nie biją dzieci w tyłek, dziecko jak jest niegrzeczne dostaje w twarz. Normalnie jak to zobaczyłam zamurowało mnie, matka z otwartej dłoni trzaska dziecko w twarz. Gdy zwróciłam jej uwagę była oburzona, u nich nigdy nie uderza się dziecka w tyłek, albo nie biją w ogóle albo ładują w twarz :( Straszne to ...
OdpowiedzUsuńJa się chyba nie powinnam wypowiadać,bo nie miejsce na swoje osobiste wylewki,ale fakt ja staram się swoją córkę karać w inny sposób .. nie dając w tyłek,a stawiając w koncie lub długo tłumacząc dlaczego nie można tak się zachowywać .. bez bicia też się przyznam,ze zdarzyło się,iż córka dostała klapsa .. wyszłam z siebie,ale obiecałam sobie,ze nigdy więcej ..
OdpowiedzUsuń