poniedziałek, 30 grudnia 2013

'O psie, który szukał'.

Im starsze mam dziecko, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że czytanie [a co za tym idzie kupowanie książek] jest jak hazard. To taki nałóg okraszony nie do opisania pozytywnym uczuciem. Codziennie mogłabym kupować i wertować nową pozycję u boku mojej najwierniejszej słuchaczki, bo nie ma nic piękniejszego jak czytanie z wielkiej miłości dla jeszcze większej miłości.

'O psie który szukał' na pierwszy rzut oka wydaje się być pozycją nostalgiczną nijak mającą się do otaczania dziecka pozytywną energią. Dzieje się tak z pewnością za sprawą  skromnej, nienachalnej ilustracji startowej. Gąszcz dorosłych nóg, które spieszą gdzieś, zupełnie nie zauważając małego pieska, który żałośnie patrzy na nas z okładki.
Ale czy książka faktycznie zasługuje na miano melancholijnej?


W dzisiejszych czasach wszyscy czegoś szukają, do czegoś dążą, za czymś biegną.
Ale tak naprawdę ważne jest nie to czego szukamy, ale to co spotyka nas na drodze i co w efekcie znajdujemy.
Mimo iż nasz bohater przemierza świat jedynie na trzech nogach, to w gruncie rzeczy jest to całkiem pozytywna historia. Od pierwszego momentu biegnie w poszukiwaniu czegoś. Oprowadza czytelników po swoim malowniczym miasteczku, pełnym różnorodnych miejsc, ciekawych postaci. Wraz z bezimiennym pieskiem przemierzamy skrzyżowania, zaułki, zakręty, ulice a nawet i okoliczne śmietniki. Zaglądamy do piwnicznego okienka gdzie dwoje staruszków gra w warcaby, mijamy miłą kioskarkę i wraz z psiakiem wwąchujemy się w zapach codziennej prasy, by za chwilę znaleźć się w parku wdrapać na wielką górę i obserwować z niej całe miasto. Mimo to, wciąż nie znajdujemy tego o co chodzi nam od samego początku. Chcecie wiedzieć czego tak zawzięcie szuka nasz trójnogi bohater? Koniecznie sięgnijcie po lekturę.
Ja polecam, choćby po to by wraz z psiakiem zatrzymać się na chwilę i zastanowić się nad sensem własnych poszukiwań.

Ci, którzy znają już trochę moje preferencje książkowe wiedzą, że jeśli chodzi o ilustracje - jestem 'pedantką' i przywiązuje do nich ogromną wagę. W końcu nie ma dobrej książki bez interesujących fotografii.
Jako oddana fanka Emilii Dziubak i Macieja Szymanowicza nie sądziłam, że ktoś z 'inną kreską' będzie w stanie zauroczyć mnie równie mocno co oni. Marta Szudyga dokonała wydawać by się mogło rzeczy niemożliwej - połączyła nowoczesność z uwielbianym przeze mnie stylem retro. Jest spokojnie, ale z klasą. Chłodno, ale aromatycznie. Z detalami, bez których nie byłoby tej książki. Kłaniam się nisko - dla mnie szóstka!









Serdeczne podziękowania dla TUPTAJĄCYCH BIEDRONEK za sprezentowanie mojej Córce poduszki w kształcie sowy, którą pokochała od pierwszego wejrzenia. Patrząc na powyższe fotografie nie ulega wątpliwości, że poduszka jest od jakiegoś czasu towarem najmocniej eksploatowanym. ;)

Na Oliśkowych włosach tiulowy podarunek od TUTULI. Polecamy!

5 komentarzy:

  1. Na początek.. przepiękne zdjęcia :*
    A ja lubię książki polecane przez Ciebie :P Zawsze podobają się mnie jak i Ami :)

    Z tym kupowaniem to rozumiem Cię heh Ja to chyba dlatego, że mi nikt nie czytał. Zawsze było moim marzeniem czytanie dziecku. Cieszę się, że Córa lubi :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Modelinka Ci rośnie kochana!! A ten uśmiech jest piorunujący ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjęcia, piękna córcia. I moja sowa w tle :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oliwkowe oczy od zawsze mnie hipnotyzują !!! <3

    OdpowiedzUsuń